Szalona noc, szalony luty i jak to się skończyło 1/2 – Malmö

Zaczęło się tak, że nieopatrznie – jak to mam w zwyczaju – polajkowałem ofertę tanich lotów prosto do Sofii. Pewnie poleciałbym sam spotkać się z rodzicami gdyby nie wiadomość od Joli. Nie ukrywam i ukrywać nie będę, że wcześniejsze grudniowe spotkanie z wyżej wymienioną zapadło mi w pamięci – może, dlatego, że zaczęliśmy od oglądania moich zębów na fotelu dentystycznym, a może dlatego, że skończyliśmy na grzanym winie czy w końcu na łyżwach?

Jedna zarwana noc spędzona na wspólnych rozterkach o tym czy warto lecieć czy nie minęła błyskawicznie.

Poniżej krótkie, wręcz telegraficzne, przedstawienie procesu decyzyjnego.

13 stycznia 00:32: Widziałam ze lajkowales jakieś tanie loty do Bułgarii. Wyskoczyło mi na głównej.

13 stycznia 00:58: Lecimy! Dobra cena.

13 stycznia 01:11: Bilety podrożały, może jednak nie lećmy?

13 stycznia 01:46: oj Mikołaj ale mam dylematy nocne, strasznie bym chciała lecieć no ale nie mogę się zdecydować.

13 stycznia 01:58: Lećmy!

13 stycznia 02:07: Wstrzymajmy się do rana.

13 stycznia 02:23: Lepiej sobie darujmy. Uchodźcy, dzikie psy i inne zjawiska są w końcu groźne…

13 stycznia 03:43: Dobra trochę się przestraszyłam.. ale lećmy, bo serio chce. Decyzja ostateczna. Lecimy!

13 stycznia 04:24: Definitywnie ostateczna. Serio lecimy!

13 stycznia 05:13: Bilety kupione – nie ma wyjścia. Lecimy do Bułgarii przez Malmö a wracamy przez Dortmund!

Dodam tylko przed opisem samego wyjazdu, że luty spłatał nam figla – widzieliśmy się, co tydzień. Najpierw na moim balu wydziałowym, później w ramach urodzin, następnie byłem z rewizytą w Szczecinie na połowinkach Joli. Po za tym, że ja jednak TAŃCZĘ (jak to się stało?! :P), to był świetny czas pełen atrakcji, tym bardziej cieszyłem się z kolejnej okazji do spotkania, jakim miał być lot do Sofii.

Trasa Wrocław – Szczecin powoli staje się moim drugim domem, pociąg miarowo posuwa się na przód a ja drzemię w wygodnym fotelu, tylko głowa czasem opada w dół i muszę się poprawić. W końcu, po kolejnej pobudce, zabieram się za czytanie Ostatniego Maratonu Piotra Kuryło. Książka wciąga, opowieści o przygodach w Hiszpanii, Ameryce i dalekim Wschodzie rozpalają wyobraźnię. Wysiadam w Szczecinie pełen pozytywnej energii.

W Gdańsku śpimy u koleżanki Joli – dzięki Olu za przygarnięcie nas na ten kawałek nocy mimo nauki i naszej godziny pobudki w środku nocy! Gospodyni częstuje nas opowieściami o Malmö, w którym niedawno była. Po pierwsze, złapanie stopa z lotniska graniczy podobno z cudem (a to ma być pierwszy w życiu autostop Joli – dzięki za dobrą reklamę… 😛 ), po drugie Malmö wcale nie jest ładne, a do tego trzeba z niego jeszcze wrócić. Lepiej wybrać się do Kopenhagi…

Lądujemy w Malmö, nie jest wcale tak zimno, przynajmniej nie zimniej niż w Polsce. Biegniemy łapać stopa. Zgodnie z wczorajszymi ostrzeżeniami zatrzymują się przy nas taksówki proponujące nam podwózkę – my serio nie mamy ani grosza w lokalnej walucie ani ochoty na stawki proponowane przez przewoźników.

W końcu jest! Zatrzymuje się samochód i ciemnoskóry kierowca zaprasza nas do środka. Dlaczego wspominam w ogóle o kolorze skóry? Zapytajcie Jolę jak będziecie mieli okazję ją spotkać – może opowie wam coś o Paryżu 😀

Pędzimy do centrum Malmö. Gospodarz decyduje się nadłożyć drogi i wwozi nas prosto do centrum, czym zdobywa nasze serca do końca. Opowiada trochę o sobie i o swoich dzieciach – syn właśnie poleciał do Sztokholmu. Zaprasza nas też do Szwecji. Szwecja potrzebuje każdego – tylko najpierw skończcie studia i bądźcie dobrzy w tym, co robicie. Chwali też nas za to, że chcemy podróżować. Szybko i w miłej atmosferze docieramy do miasta.

W mieście oglądamy wszystko, co wpadnie nam w oczy. Dziewięć na dziesięć punktów zdobywa skwerek nad morzem zapomniany przez wszystkich.

Siedzimy tam dobre pół godziny ciesząc się ze słońca, morza i siebie. Chcemy zobaczyć słynny most nad cieśniną Öresund. Zmierzamy w stronę plaży podziwiając domy na wodzie, architektoniczne ciekawostki i World Trade Center.

Tereny przy plaży to ogromne połacie trawy, na której radośnie hasają psy i spacerują ich właściciele. Schodzę do wody – zimna – zostanę jednak na suchym lądzie. Jest też słona gdyby ktoś miał wątpliwości.

Robimy zdjęcia z mostem do Kopenhagi w tle i ruszamy do SPA umiejscowionym na końcu molo.

Jest tu przytulna kawiarenka, ale my wybieramy ławki na zewnątrz. Jola nadal korzysta z lutowego słońca, a ja próbuję się przed nim trochę ukrywać. Sielska atmosfera zatoki i lazurowa woda pod nami nadaje uroku temu miejscu, ale idziemy dalej.

Po kilkunastu minutach trafiamy pod Muzeum Techniki, a obok niego zachwyca nas uliczka z domkami rybaków. Panowie w gumiakach i nieprzemakalnych spodniach wyglądają jakby dopiero, co zeszli z pokładów swoich kutrów.. Zapach wędzonej ryby kusi, ale bez grosza w kieszeni musimy odpuścić tym razem zadowalając się zdjęciami tego zakątka.

Wokół zamku rozciąga się park, w którym stoi wiatrak i rozciągają się ogrody. W jednym z nich znajdujemy huśtawkę, w innym zaaranżowano kamienny ogródek, a zaraz obok znajdujemy kaktusy. Wiosną i latem musi być tu kolorowo od kwitnących kwiatów z każdego z ogródków.

Odwiedzamy zamek uwieczniając go na zdjęciach i kierujemy się w stronę starówki.

Zajadamy się kanapkami na placu, z którego ruszyliśmy kilka godzin temu i rozmyślamy w promieniach słońca co robić dalej. Decydujemy się na spacer do parku Folkets.

Park jest rozkopany, ale nawet jak remont się zakończy to będzie to najbardziej zróżnicowany kawałek Malmö, jaki widzieliśmy.  Przechodzimy obok wielkiej róży, bramki tanecznej, minigolfa… Mijamy meczet (no dobra – tak serio to Pawilon Mauretański, ale nie byliśmy merytorycznie przygotowani) i naszym oczom ukazuje się lodowisko!

Nie jest duże, ale ludzie śmigają na łyżwach w promieniach zimowego słońca. Przyglądamy się i nieśmiało chcemy podejść zapytać ile kosztuje wypożyczenie łyżew. Przy okienku stoi już inna dziewczyna i pyta o to samo. Można jeździć za darmo przez 40 minut! To przesądza nasze zdanie o Malmö – tu jest naprawdę pięknie!

Ubieramy łyżwy, które lata swojej świetności mają za sobą, ale po poprawieniu sznurówek jestem nawet wstanie jeździć! Jak super! Małe marzenia się spełniają!

Decydujemy się skorzystać z busa i dotrzeć do Svedali, jakże jesteśmy zdziwieni, gdy okazuje się, że nic nie zapłacimy – prawie jakbyśmy złapali autobus na stopa! 🙂 Nie jesteśmy pewni czy dobrze rozumiemy, ale na następnym przystanku wsiadają kolejni pasażerowie i też zostają odesłani przez kierowcę więc… Zasiadamy wygodnie i pogrążamy się w rozmowie.

Svedala to miasteczko satelickie Malmö, nie wiemy, co tu można zobaczyć, ale z daleka widzimy wieżę kościółka. Docieramy do świątyni, którą Jola szczerze się zachwyca.

Korzystając z okazji huśtamy się na przyszkolnej wielkiej huśtawce, rozmawiamy przez rurę w ziemi i żałujemy, że nie mamy piłki do kosza. Svedala ma masę placów zabaw, boisk i miejsc gdzie aktywnie można spędzać czas.

Autobus nie przyjechał! No nie ma go… Czekaliśmy na niego tyle czasu, nawet zdrzemnęliśmy się w altance, a teraz nie ma autobusu… Dobra, musimy iść na autostradę i złapać busa prosto na lotnisko. Po chwili na autostradzie zatrzymuje się taksówka. Ciągle mamy w głowie ostrzeżenia przed naciągaczami. Kierowca macha do nas i pokazuje na zegarek… Podejdę – powiem, że nie mam kasy, pewnie pojedzie. W odpowiedzi słyszę: „Charitativo – fast!”. W tym właśnie momencie mija nas autobus Flygbussarna. Szybka decyzja – jedziemy, będziemy się najwyżej kłócić z kierowcą na lotnisku.

Siedzimy jak na szpilkach przez 10 minut drogi, kierowca podjeżdża pod lotnisko i życzy nam miłego dnia. Obraca się i ogląda siedzenia z tyłu zaraz po tym jak je opuściliśmy – nie wiem czy z przyzwyczajenia, żeby nic nie zostało po klientach czy jednak liczył na coś ekstra z podwózkę.

Malmö przywitało nas słońcem i tak nas też żegna. Pierwszy raz w Skandynawii – oprócz wody za 8 zł – był pięknym dniem. Przemili kierowcy, morze, zabytki i darmowe lodowisko… Czego człowiek może chcieć więcej? Może tylko trochę ciepła – startując z lotniska cieszyliśmy się już na myśl o Bułgarii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *