Gala rozdania nagród Rowertour

Ciężko było wstać o 3:30, ale udało się. Czerwonym busem dojechaliśmy do Poznania. Przywitało nas błękitne niebo i lodowaty wiatr. Śniegu też jakby więcej niż we Wrocławiu.

Ostatnim razem byliśmy tu podczas weekendu majowego. Zafascynowała mnie wtedy galeria handlowa w starym browarze, ale była zamknięta. Tym razem jest 8:30 i do warsztatów mamy jeszcze 4 godziny, więc uciekamy przed zimnym wiatrem do środka, żeby nieco się rozejrzeć. Galeria jest ogromna, a do tego stylowo urządzona. Otoczona parkiem, gdzie w lecie można odpocząć na leżaku.

My jednak, przy zerze stopni nie mamy ochoty na wylegiwanie się. Robimy zakupy w sklepie z owadem w logo i ruszamy do AWF-u. Jest zimno, a Poznań oglądaliśmy już ostatnio, nie chcemy zamarznąć.
Wchodzimy do budynku AWF i nie znajdujemy żadnego plakatu o dzisiejszej gali rozdania nagród. Nie ma też gdzie usiąść i poczytać nowego numeru Rowertour. W kolejnym budynku znajdujemy stoliki i pana ochroniarza, który o dzisiejszym wydarzeniu też nic nie wie. Czy to aby na pewno dziś? Zobaczymy. Mamy jeszcze trochę czasu do warsztatów reporterskich.

Kilka artykułów później dochodzi już dwunasta. Wracamy do głównego holu. Ku naszej radości są już pierwsi goście dziesiejszej gali – jednak dotarliśmy w dobre miejsce i we właściwy dzień.

Warsztatów podzielonych na dwie części wysłuchujemy z prawdziwym zainteresowaniem. Wcześniej jeszcze zaczepiamy Kamila z Crosso – Polskiej firmy produkującej sakwy rowerowe – chcemy dostać kod rabatowy do ich sklepu. Nieco skrępowany podchodzę i pytam czy hasło „trele morele” jeszcze działa. Uff… Udało się, są jeszcze kupony rabatowe!

Pierwsza część warsztatów jest o podróży rowerem i sprawach z tym związanych. Dowiadujemy się kilku nowych rzeczy o tym jak przetrzymać problemy żołądkowe, jak barwić wodę (izotoniki w tabletkach) i jak powstrzymać psy przed zanurzeniem kłów w naszych pedałujących nogach.

Drugą część prowadzi pełniący obowiązki redaktora naczelnego Rowertouru. Dzięki krótkiej prezentacji wiemy już na co zwracać uwagę przy pisaniu relacji z wypraw, tych bliższych i dalszych. Nic tylko pisać! Już obmyślamy jak to będzie kiedy pierwszy raz znajdziemy się na łamach gazety!

Nagrody Rowertour przyznawane są już po raz czwarty. W tym roku pierwszy raz – odpowiadając na zapotrzebowanie – także w kategorii Wycieczki z dzieckiem. Pozostałe dwie kategorie to Polska i Europa i świat. W każdej z kategorii wyłoniono pięciu laureatów, a jury w składzie: Ryszard Szurkowski, Marcin Jakub Korzonek i Łukasz Wierzbicki, wybrało spośród nich zwycięską trójkę.

Nagrodzeni

Główna nagroda w kategorii Polska przypada Patrykowi Świątkowi za podróż Pać-Man na rowerze (paragonzpodrozy.pl). Wzorując się na starej grze komputerowej Patryk, przy pomocy kostki i kart, podróżował od punktu do punktu. Los wyznaczał mu kierunek podróży każdego dnia.

Gala to nie tylko nagrody dla nominowanych, ale to też możliwość spotkania z innymi podróżnikami czy firmami związanymi z branżą. Kolejną atrakcją gali są prezentacje wypraw autorów, którzy pisują do Rowertour. W tym roku jako pierwsza swoją prelekcję przedstawia Aga Waligóra (nakrancach.pl), spotykamy się z nią na chwilę później na przerwie.

Aga na gali

Drugi z prelegentów to chodząca historia. Francuski kapitalista – jak sam o sobie mówi, Bruno Koper, zjeździł w czasach żelaznej kurtyny Bałkany i nie tylko. Dziś opowiada o jednej ze swoich wypraw. O tym jak władze straszyły przed wjazdem do Czechosłowacji zakaźną chorobą, żeby nie wywozić dewiz z Polski, o tureckim Bułgarze, który widząc zachodniego rowerzystę zażądał pieniędzy, ale gdy zobaczył nóż przy pasie szybko zrezygnował (wcale się nie dziwimy, bo Pan Bruno jest człowiekiem postawnym). I w końcu o tym jak został uznany za amerykańskiego szpiega i ciągano go po nocy w obstawie kilku jednostek policji i wojska.

Czekając na przerwie na panini w lokalnym barze zaczepiamy Agę, która też przyszła coś zjeść. Znów nie mamy książki napisanej przez nią i Mateusza, jej męża, żeby wziąć od niej autograf.
– Przydaje się przewodnik? – pyta nas Aga.
– W zasadzie jeszcze nie korzystaliśmy – muszę przyznać z trochę zażenowaną miną.
Poprzedni rok był ciężki i nie jeździliśmy na rowerach. Nie było okazji żeby wypróbować ich przewodnik po okolicach Wrocławia. Obiecujemy wysłać opinię jak w tym roku coś wreszcie zobaczymy podróżując z ich książką i uciekamy z cieplutkim panini z powrotem na galę. Aga jedzie jeszcze na inny festiwal, jutro jeszcze raz będzie tam opowiadać swoją fascynującą opowieść o dwuletniej podróży po Ameryce Południowej.

Ach… Spóźniamy się na drugą grupę nominowanych…! Wydaje się nam że to Kamila Kielar za wyprawę Me, bikeself & Kamchatka (kamkiel.com), choć nie jesteśmy pewni. Sprawdzimy to! Samotna podróż przez Kamczatkę to nie pierwsza wyprawa Kamili – zapraszamy na jej stronę.

Pełna widownia

W ostatniej kategorii wygrywa niesamowita wycieczka Moniki Zakrzewskiej Jak w ciąży zobaczyć Włochy i nie urodzić na trasie. Niesamowity pomysł na rodzinne spędzenie wakacji we Włoszech całą rodziną – całą, bo z mamą przy nadziei! Świetna sprawa i czekamy na artykuł w Rowertourze, żeby poznać kulisy tej niecodziennej podróży! Da się? Da się, a my narzekamy na brak czasu – co to za wymówki…

Ostatnią prezentację przedstawiają dziewczyny z Kobiety na rowery przez Azję. Kolejna wyprawa inna od wszystkich. Trzy dziewczyny, które na rowerze nie jeździły dotąd nawet po zakupy, zdecydowały się przejechać Azję. Z Uzbekistanu dotarły przez Chiny aż do Tajlandii. Przygód co niemiara (kobietynarowery.com).

Na koniec organizatorzy przygotowali też nagrody dla publiczności – czytelników Rowertour. Rower, plecaki, sakwy i książki – wszystko do można było zgarnąć dzięki odpowiedzią na pytania! Jedyne co nas zdziwiło to kolejność rozdawania nagród. Zaczęło się od najwartościowszej – roweru. No i cóż… Tym razem nie dopisało nam szczęście. Pełna wrażeń gala dobiega końca, a my z nowymi pomysłami na podróże i nowym zapałem ruszamy na miasto.

Rozdanie nagród dla publiczności

Do busa mamy jeszcze cztery godziny. Zastanawiamy się nad piwem na poznańskim rynku. Po drodze dochodzi do spięcia, lecz szybko łagodzimy sytuację, chwila rozmowy, przeprosiny z mojej strony i znów z uśmiechami przechadzamy się po uliczkach w stronę głównego placu miasta.

Z piwa nici. Jakoś po drodze straciliśmy ochotę. Decydujemy się na powrót na dworzec. Ostatnim razem jeszcze nie działał nowy, a dziś jest już tam galeria handlowa. Można będzie usiąść w cieple i poczekać na autobus powrotny do Wrocławia.

Szukając bankomatu natykam się na ciekawą i – o dziwo – darmową wystawę Automobilklubu Wielkopolskiego. Mamy jeszcze czas, więc z radością podziwiamy starą myśl techniczną prezentowaną na wyciągnięcie ręki. Syrenka, Warszawa, Trabant, Polonez – przykłady polskich samochodów, już dziś rzadko widywanych na drogach, a tu błyszczących i wypolerowanych przez pasjonatów. Są też rowery, tak inne od dzisiejszych, ale mające swój czar. W drugiej części wystawy są też zagraniczne samochody. Niczym z filmów gangsterskich czarne wypasione samochody z poprzedniej epoki, kabriolety z małymi szybkami chroniącymi przed pędem powietrza. Super sprawa!

FSO Warszawa
Rowery
Kabriolet

Wracamy późną nocą do Wrocławia i wyczerpani wrażeniami tego dnia, ale i zmotywowani do dalszych i bliższych wypadów rowerowych zasypiamy w swoich łóżkach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *