Sb, 31.08 – D9

Dziś, dzień jak co dzień, rozpoczęliśmy od pysznego śniadanka. Po spakowaniu naszego czerwonego rumaka ruszyliśmy w stronę Lublina. Staraliśmy się pojechać tak, jak nam poleciła nasza Pani gospodyni, ale i tak w którymś momencie się pogubiliśmy. Dopiero po odpaleniu nawigacji dowiedzieliśmy jak jechać.

Pierwszym punktem zwiedzania był Majdanek – lubelski obóz koncentracyjny z czasów II wojny światowej. Cały obiekt zajmuje powierzchnię około 30ha i pomimo tego, że nie wszystko jest udostępnione do zwiedzania, obejście całości zajęło nam 2h.

Image Hosted by ImageShack.us
Był to jeden ze smutniejszych elementów dzisiejszego dnia i każdego z nas atmosfera wprawiła w zadumę, jednak myślę, że było warto. Trzeba pamiętać o tej tragedii i postarać się, żeby nigdy nie powróciły podobne sceny.

Następnie postanowiliśmy pojechać do centrum Lublina, zobaczyć Stare Miasto i znaleźć jakąś restaurację, żeby zjeść obiad.

Lubelski rynek różni się od wszystkich nam dotychczas znanych. Jest mały, w jego centrum stoi Urząd Stanu Cywilnego, a dokoła u podnóży ślicznych kamieniczek jest wiele restauracji. Niestety rynkowe ceny okazały się zbyt wysokie na naszą kieszeń. Postanowiliśmy więc cofnąć się i poszukać czegoś przy deptaku (Krakowskim Przedmieściu). Udało się, za niewielką cenę, każdy z nas zjadł danie dnia, czyli w tym wypadku pierś z kurczaka w sosie koperkowym z frytkami i surówką. Mniam! 😉

Image Hosted by ImageShack.us
Później poszliśmy na kawę i ciastko (choć ja proponowałam naleśniki ;p), żeby mieć siłę dalej ruszyć w stronę zamku. Notabene zepsuliśmy Subwayowy ekspres do kawy i ostatecznie tylko babcia dostała latte, a my zwrot pieniędzy, a ciastek nam nie odebrano 😉

Image Hosted by ImageShack.us
Nieco zmachani po całym dniu chodzenia i wdrapaniu się po niemałych schodach zobaczyliśmy Kaplicę Trójcy Świętej i świetną wystawę o dawnych dziejach Lublina. Pierwszy raz widziałam takie muzeum, w którym każdy element był tak dopracowany i pomyślany, żeby nikomu się nie nudziło. Jednak my tylko przeszliśmy salę, ponieważ czas nas gonił i obiecaliśmy sobie, że jeszcze kiedyś tu wrócimy. 😉

Image Hosted by ImageShack.us
Potem wyruszyliśmy w drogę, żeby zatrzymać się po ponad 150km w Leśniczówce Nad Sarenką – bardzo cichym i przytulnym ośrodku oddalonym o kilka kilometrów od głównej drogi, żeby tu zebrać siły na jutrzejszy dzień.

Zaraz po zaparkowaniu podbiegł do nas chłopak, 10 letni Nikolas – jak się później okazało, i zaprosił nas na ognisko. Godzinę później wpadł do naszego pokoju ponawiając zaproszenie. Nie było wyjścia ;P Poszliśmy.

Poznaliśmy babcię i mamę chłopaka, wujka i ciocię. Pojawiła się również Pani właścicielka z winem dla każdego, cóż za przykrość, że my jeszcze do jutra musimy się wstrzymać 😉 Podobno było pyszne, ładnie pachniało… 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *